Listy do P.

List drugi

Kochana P.,

Minął kolejny tydzień. Choć momentami wydaje mi się, że już jest łatwiej, to chwilę po tym przychodzą kolejne fale myśli o tobie, wspomnień, których nie da się pozbyć, i tęsknoty, której nie da się zmierzyć. Mówią, że trzeba żyć dalej, ale to tylko łatwo brzmi.

Czasami nawet na chwilę jestem w stanie się zapomnieć, porwać wirem codzienności i nie myśleć o tobie, ale wtedy zawsze przychodzi ten moment, kiedy jakiś przedmiot, jakaś sytuacja czy jakaś zagubiona myśl napełnia mnie niezmierzonym smutkiem.

Snapchat zachęca mnie do obejrzenia podsumowania dwóch lat naszej znajomości, które minęły kilka dni temu. Zupełnie nie mam odwagi, żeby w to kliknąć. I choć wiem, że właściwie w ogóle nie rozmawialiśmy tym kanałem, to i tak boję się, że nawet jedna najmniejsza sytuacja, która mogła się tam pojawić, automatycznie stanie się największą tragedią tego dnia.

Kiedy niechcący wejdę w galerię telefonu, widzę te nasze szczęśliwe chwile. To mierzenie wzrostu czekoladą. To łapanie pięknych czarnych jętek nad rzeką. Te wspólne kąpiele zaraz po naszych wielu wspólnych pierwszych razach.

Kiedy wchodzę do kuchni i widzę butelkę passaty, wracam myślami do naszych ulubionych makaronów, które pewnie nie znudziłyby się nam do końca życia.

Kiedy wsiadam do auta, przypomina mi o tobie chomik bez troski bujający się pod lusterkiem. A kiedy w pracy zakładam na głowę słuchawki, to jedna z ukradzionych ci gumek do włosów przypomina mi, jak jeszcze niedawno sam te włosy gładziłem dłonią.

I choć przed tym wszystkim uciekam, to się nie da. Choćbym spalił, wyrzucił, wykasował wszystko, zawsze będzie kolejna rzecz, sytuacja czy wspomnienie z tych wspólnych dwóch lat, które znowu mi o tobie przypomni.

Jedyne, na co mam nadzieję, to że kiedyś takie wspomnienie przywoła coś więcej niż tylko smutek nie do uniesienia, choćby jeden najmniejszy promyk uśmiechu. Tak bardzo daleko mi jeszcze do tego. Obym dał radę.

Twój, P.