Droga P.,
Jest niedziela, a właściwie noc z niedzieli na poniedziałek. Kilka dni po naszym ostatecznym rozstaniu, choć wydaje mi się, że to prawdziwe rozstanie nastąpiło półtora miesiąca wcześniej. Nie mogę spać.
Nie wiem, czy to bardziej przez przytłaczającą samotność, z którą przeleżałem kilka niedzielnych godzin, czy przez to, że moja głowa jest przepełniona myślami o naszej sytuacji.
Wpadłem na pomysł, żeby spisywać moje przemyślenia i publikować je w formie czegoś w rodzaju listów. Nie liczę na to, że kiedykolwiek do ciebie dotrą. Widzę w nich raczej rolę terapeutyczną dla siebie. Może będą też swego rodzaju przestrogą dla tych, którzy jakimś cudem zabłądzą i kiedyś się tu znajdą.
Ten weekend był dość trudny, choć w końcu podjąłem działania, żeby taki nie był. Postanowiłem ruszyć dalej, wyjść do ludzi, i skorzystałem z jednej z aplikacji randkowych. Poznałem dziewczynę, która już po kilku wymienionych zdaniach zaproponowała spacer i rozmowę. Niewiele się zastanawiając, zgodziłem się, a szczegóły trasy zostawiłem w jej rękach.
Pierwszym z zaplanowanych miejsc było jedno z tych, które odwiedziliśmy na samym początku, podczas naszego pierwszego wspólnego wyjazdu, niemal dwa lata temu. Mogę powiedzieć, że moja głowa przyjęła to z obojętnością.
Kolejnym miejscem była pewna kładka pośrodku bagien. Była w planie naszej pierwszej wycieczki, ale także kolejnej, o ile dobrze pamiętam rok później, w trakcie której uprawialiśmy seks na niezwykle małych i niezwykle niewygodnych siedzeniach z tyłu mojego auta. Jeśli w ogóle można mówić o seksie w sytuacji, w której nie wiadomo, co zrobić z nogą, z ręką, z głową, a co dopiero z innymi częściami ciała. Muszę przyznać, że rozsypało mnie to już dość mocno i wpłynęło na dalszy ciąg spaceru.
Choćbym nie wiem jak chciał uciec od tych wspomnień, a może nie tyle od wspomnień, co od uczuć, które we mnie wywołują, nie mogłem przez całe to spotkanie uciec od porównań. Przypominałem sobie, jak naturalna, jak prawdziwa była każda rozmowa z tobą. I jak marnie przy tym wygląda każda rozmowa z tą nowo poznaną osobą.
Boję się, że już nigdy nie spotkam kogoś, z kim będę potrafił rozmawiać tak, jak z tobą.
Twój, P.